Czas czytania: 9 min

Koronawirus: stan na 20 marca

Autorem tekstu jest Maciej Kołodziejczyk
https://www.facebook.com/maciek.kolodziejczyk

Najpierw tabela obrazująca jak rozwija się epidemia w Europie.
Jeśli stosunek zarażonych do zdrowych jest mniejszy niż 1:100 tys. ryzyko zarażenia jest stosunkowo małe, jeśli więcej niż 1:10 tys. zachodzi konieczność wprowadzania poważnych interwencji. Kolejne kolumny prezentują procentowy wzrost (lub spadek) osób zarażonych.

Kraj Ilość zarażonych Wzrost ilości zarażonych (18 marca) Wzrost ilości zarażonych (19 marca) Wzrost ilości zarażonych (20 marca)
Włochy 1 na 1.6 tys. 14% 13% 13%
Niemcy 1 na 4.3 tys. 28% 27% 28%
Wlk. Brytania 1 na 18 tys. 27% 23% 18%
Francja 1 na 6.2 tys. 20% 16% 15%
Hiszpania 1 na 2.5 tys. 20% 23% 22%
Polska 1 na 90 tys. 29% 28% 29%

Tempo wzrostu nowych przypadków w Europie jest stabilne (to źle!!!), albo spada bardzo powoli. Lombardia zdecydowała się na użycie wojska, by zacieśnić kwarantannę i spowodować, że więcej osób pozostanie w domach.

Dane dot. krajów Azji:

Korea 1 na 8.1 tys. -1.3% -1.2% -2.8%
Japonia 1 na 100+ tys. 4.9% 3.3% 0.5%
Chiny 1 na 100+ tys. -9.8% -9.5% -9.4%

SZCZEPIONKA

Jakiś czas temu pisałem, żeby nie przyzwyczajać się za bardzo do myśli, że szczepionka na COVID-19 będzie dostępna łatwo czy wkrótce. Takie były opinie części ekspertów, którzy wskazywali na fakt, że koronawirusy badamy od lat 60-tych ubiegłego wieku i na żaden z wirusów zarażających ludzi nie mamy do tej pory szczepionki. A mamy tych wirusów niemało: niektóre tylko lekko uciążliwe, jak cztery koronawirusy powodujące przeziębienia (229E, NL63, HKU1 i OC43) oraz wyjątkowo zjadliwe, takie jak SARS i MERS.

Dziś poczytałem opinie Petera Kolchinsky’ego, wirusologa i inwestora, który przedstawił bardziej pozytywny obraz. Po pierwsze – nie mamy szczepionek na LUDZKIE koronawirusy. Mamy jednak szczepionki na wirus z tej rodziny atakujący przewód pokarmowy psów i inny – powodujący chorobę u bydła domowego. Powody, dla którego do tej pory nie zainwestowaliśmy czasu, wysiłku i pieniędzy w szczepionki na ludzkie koronawirusy są dwojakiego rodzaju:
1) w przypadku czterech koronawirusów, które powodują przeziębienia problem polega na tym, że są one odpowiedzialne zaledwie za 15-20% przeziębień. Resztę powodują m.in. rinowirusy (~215 gatunków) i tzw. wirus paragrypy. W przypadku 30% przeziębień nawet nie wiemy jakie wirusy je powodują! Tym samym stworzenie szczepionki na koronawirusy „przeziębieniowe” mija się z celem, bo nikt nie chciałby się szczepić (co roku!), żeby zmniejszyć częstość przeziębień o 15-20%. Na poważniejszą w przebiegu grypę szczepi się zaledwie 4% Polaków.
2) W przypadku groźnych SARS i MERS szczepionki nie stworzono z innych powodów. W przypadku SARS epidemia wygasła w ciągu 8 miesięcy i nie mieliśmy przypadków tej choroby od 17 lat. W przypadku MERS choroba ma niski potencjał pandemiczny, jako że przenosi głównie z wielbłądów na ludzi, transmisja pomiędzy ludźmi jest rzadka, R0 jest mniejsze od 1.

Szczepionka na „psiego” koronawirusa.

Tym samym, nie wygląda na to, żeby istniały jakieś znane nam przeszkody „technologiczne”, typowe jedynie dla koronawirusów, które uniemożliwiałyby stworzenie szczepionki na wirusy z tej rodziny. Udało się to zrobić już dwa razy. Przy miliardach dolarów przeznaczonych na walkę z pandemią COVID-19 można przypuszczać, że w najbliższym czasie nastąpi wysyp rozwiązań. Już trzy dni temu pierwsza grupa ochotników przyjęła eksperymentalne szczepionki firmy Moderna Therapeutics.

Badana będą musiały potrwać wiele miesięcy, bo szczepionka musi być nie tylko skuteczna, ale i bezpieczna. Przykładowo w przypadku szczepionki na żółtą febrę, na którą nakłułem się 4 miesiące temu w Bangkoku jest ryzyko 1:250 000, że zachoruje się na poważną chorobę a ryzyko śmierci wynosi jak jeden do 15 milionów. Ktoś może uznać, że to dowód na szkodliwość szczepionek, ale wydaje mi się, że zdecydowanie bardziej niebezpieczne jest noszenie szalika w nieodpowiednich kolorach w większości polskich miast 😉 Jedzenie steków jest tysiące razy bardziej niebezpieczne niż szczepienie na żółtą febrę. Niemniej, w Bangkoku zrobiono ze mną wywiad, czy aby na pewno w ciągu kolejnych 10 lat będę przebywał w krajach, gdzie ta choroba jest endemiczna, bo dobry doktor i jeszcze milsza pielęgniarka nie chcieli mnie mieć na sumieniu. Ktoś z Wami robił wywiad, gdy ostatnio zamawialiście stek, czy na pewno brakuje Wam żelaza? Tak sądziłem. Większość szczepionek używa jedynie części kodu genetycznego wirusów, więc jest zerowe ryzyko rozwoju choroby, głównie występują reakcje alergiczne – mniej lub bardziej uciążliwe.

Nasze obecne zrozumienie COVID-19 jest takie, że narażone są przede wszystkim osoby starsze i z chorobami przewlekłymi, więc w pierwszym rzędzie będą szczepione te właśnie osoby oraz pracownicy służby zdrowia. W sumie można uznać, że co najmniej 20-30% populacji znajduje się w grupie wysokiego ryzyka. Osobiście, gdybym miał 70-80 lat i ryzyko śmierci w wyniku zarażeniem koronawirusem rzędu 10-15%, nawet przez 10 sekund bym się nie zastanawiał nad przyjęciem szczepionki, w której przypadku ryzyko poważnych skutków ubocznych będzie wynosić 0.1%. W przypadku większości szczepionek ryzyko poważniejszych reakcji jest tysiąc razy niższe: 1-2 przypadki na milion.

Szczepionki są największym dobrodziejstwem ludzkości. W ciągu 100 lat przed jej wytępieniem czarna ospa zabiła około 500 millonów ludzi – z 10 razy więcej niż Stalin i Hitler razem wzięci. Edward Jenner i Jonas Salk obejmujący się nawzajem powinni mieć pomnik lub trzy w każdym mieście na świecie, a Wy dopiero teraz będziecie ich nerwowo googlować 😉

USA

Clusterfuck. Jest takie ładne słowo w jęz. angielskim, którym można by określić to, co się dzieje w USA. Tzn. słowo nie jest zbyt ładne, bo choć Google woli nas uchronić przed „brzydką” rzeczywistością i tłumaczy je jako „gafa”, tak naprawdę powinno się wybierać pomiędzy „burdel” a „rozpierdziel”. Jak wspomniałem we wczorajszym poście – o Stanach Zjednoczonych chciałem napisać od wielu już dni. Chyba sobie coś naciągnąłem w karku od ciągłego kręcenia głową na to, co się w tym kraju dzieje. Z jednej strony mamy stały strumień fantastycznych danych i pomysłów pojawiających się ze strony epidemiologów, wirusologów, lekarzy i ekspertów od zdrowia publicznego, wspieranych co nieco przez grupę osób mających ogólną zdolność modelowania matematycznego, w tym informatyków a nawet finansistów. Z drugiej strony mamy ciężką indolencję egzekutywy i polityków.

Trzy dni temu zacząłem pisać wpis o USA, bo zauważyłem, że ścieżka wzrostu nowych przypadków zachorowań w tym kraju pokrywa się niemal idealne z danymi z Włoch zanotowanymi dziesięć dni wcześniej. Jak wiemy, sytuacja Włoch jest najgorsza w Europie i druga najgorsza na świecie, po Iranie. W ciągu ostatnich trzech dni sytuacja w USA znacznie się pogorszyła, zachęcam do przestudiowania ścieżek wzrostu liczby przypadków we Włoszech i w USA na wykresach dołączonych do niniejszego wpisu. USA są obecnie na NAJGORSZEJ ścieżce wzrostu spośród wszystkich krajów rozwiniętych.

Ścieżka wzrostu zachorowań w USA jest najgorsza z wszystkich krajów, poza Chinami.

Materiału z tego kraju jest tak dużo, że nie będę go w stanie pokryć w jednym wpisie. Pozwolę, sobie jedynie zaznaczyć tematy, które, być może będę porozwijać w kolejnych dniach – w zależności od tego na ile są interesujące i do zastosowania dla Polski/Europy.

Przegląd tematów:
– rozproszona władza (federalna/stanowa), która utrudnia podejmowanie spójnych decyzji,
– trzytygodniowe (!) opóźnienie w dystrybucji zestawów do testów dostarczanych przez CDC (Centrum Kontroli Chorób), ze względu na zanieczyszczenia odkryte w części odczynników, połączone z zakazem przeprowadzania testów przez inne instytucje (prywatne i publiczne). Dodatkowo, w początkowym okresie nawet jeśli jakieś laboratorium wykryło wirusa u pacjenta miało zakaz w przekazywaniu tej informacji lekarzom i choremu, a proces przyznania licencji na testowanie wydłużył się z kilku dni w przypadku poprzednich epidemii do tygodni.
– brak ubezpieczenia zdrowotnego u znacznej części społeczeństwa, co powodowało, że istniały obawy, że osoby nieubezpieczone będą musiały we własnym zakresie pokryć koszt testu (1-3 tys. USD). Ten problem zniknął dopiero 13-go marca – 7 tygodni po zanotowaniu pierwszego przypadku choroby w USA.
– bagatelizowanie problemu przez najwyższe władze USA. Sam prezydent był zdania, że problem zniknie „w cudowny sposób” wraz z nadejściem cieplejszych dni. Wiceprezydent Mike Pence, który zarządza rządowym programem walki z COVID-19 zapytany, czy zaprzestanie uścisków dłoni na powitanie odparł: „w naszej pracy ściskamy dłonie i będziemy to dalej robić”.

Times Square kiedyś.

Listę problemów można by wydłużać – w obecnej chwili prezydent Trump przeszedł ze strategii bagatelizowania problemu do obwiniania Chin o wypuszczenie wirusa na wolność. Zapewne to, że wirus rozpoczął ekspansję w Chinach i fakt, że USA są od kilku lat na geopolitycznym kursie kolizyjnym z Państwem Środka spowodowało, że nie następował odpowiedni w tej sytuacji przepływ ekspertyzy odnośnie radzenia sobie z epidemią, nie mówiąc już o pomocy polegającej na przekazaniu testów czy odzieży ochronnej.

Times Square wczoraj.

Będę się przyglądał sytuacji w USA, ale jestem nią poważnie zaniepokojony. Na tę chwilę nakazy pozostawania w domach (tzw. shelter-in-place) obowiązują cały obszar Kaliforni, Connecticut, Illinois i stanu Nowy Jork, a także w niektórych hrabstwach w stanach Colorado (hrabstwo San Miguel), Georgii (hrabstwo Athens-Clarke) i Idaho (hrabstwo Blaine). Jestem przekonany, że lista ta zostanie rozszerzona i zapewne już jutro będzie niekatualna. Shelter-in-place to ostrzejsze stadium walki z epidemią niż obecnie w Polsce.

CHINY

Tylko krótko o sytuacji w Chinach. W ostatnich 4 dniach liczba nowych lokalnych przypadków zachorowań w Chinach (czyli nie pochodzących „z importu”) wynosiła odpowiednio: 1, 1, 0, 0. O ile nie pojawi się jakieś nagłe niedostrzeżone ognisko zarażeń, wkrótce będzie można uznać, że wirus w Chinach został eradykowany.