Czas czytania: 9 min

Koronawirus: stan na 22 kwietnia

Autorem tekstu jest Maciej Kołodziejczyk
https://www.facebook.com/maciek.kolodziejczyk

Najpierw tabela obrazująca jak rozwija się epidemia w Europie.
Jeśli stosunek zarażonych do zdrowych jest mniejszy niż 1:100 tys. ryzyko zarażenia jest stosunkowo małe, jeśli więcej niż 1:10 tys. zachodzi konieczność wprowadzania poważnych interwencji. Kolejne kolumny prezentują procentowy wzrost (lub spadek) osób zarażonych.

Kraj Ilość zarażonych Wzrost ilości zarażonych (22 kwietnia)
Włochy 1 na 560 0%
Niemcy 1 na 1.8 tys. -3%
Francja 1 na 670 1%
Hiszpania 1 na 460 1%
Polska 1 na 4.6 tys. 3%

W Europie następujące kraje notują spadek liczby chorych od szczytu: Islandia (-71%), Austria (-67%), Szwajcaria (-52%), Niemcy (-38%), Dania (-36%), Malta (-22%), Czechy (-9%) oraz Grecja (-8%). Jest kilka krajów, gdzie liczba zachorowań jest w okolicach szczytu, albo liczba chorych wzrastała ostatnio ze względu na poszerzenie zakresu testowania (jak we Włoszech).

Dane dot. krajów Azji:

Korea 1 na 24 tys. -3%
Japonia 1 na 13 tys. 3%
Chiny 1 na 1.4 mln -2%
Singapur 1 na 630 16%

 

Dziś kilka słów o sposobie przenoszenia się wirusa – kto zaraża, w jaki czas po infekcji i w jakim nasileniu.

Kilka wyjaśnień na początku. Możemy wyróżnić przynajmniej trzy rodzaje zainfekowanych osób:
1) Asymptomatyczne – to osoby zainfekowane, które nie mają objawów i nie będą ich w ogóle miały w przyszłości, co będziemy mogli stwierdzić dopiero po jakimś czasie. Można je wymiennie nazywać „nosicielami”. Nie są to w osoby chore – ze względu na brak jakichkolwiek objawów. Organizm funkcjonuje zupełnie normalnie bez żadnej patologii.

2) Presymptomatyczne – to osoby, które zostały zarażone, u których choroba jest w stanie inkubacji. Wirus namnaża się i może opanowywać coraz większą część układu oddechowego (lub innych tkanek), ale jeszcze nie na tyle, by zaburzało to funkcjonowanie organizmu. Osoby te przechodzą w:

3) Symptomatyczne – osoby z objawami choroby. W przypadku COVID-19 podstawowe objawy to gorączka, kaszel, brak tchu, ogólne zmęczenie, ale także ból gardła czy biegunka.

Dodatkowo niewykluczone, że istnieją osoby postsymptomatyczne, tzn. takie, u których objawy ustąpiły, ale wciąż są w stanie zarażać inne osoby. W przypadku osób hospitalizowanych obecne protokoły wypisu ze szpitala starają się taką sytuację zupełnie wykluczyć testując osobę, u której występowały objawy co najmniej dwukrotnie w odstępie co najmniej 24h. Niemniej, istnieje możliwość, że osoby, które nie były hospitalizowane i powrócą do normalnego życia po ustąpieniu objawów są wciąż w stanie zarażać inne osoby. Kilka dni temu dotarły informacje z Korei o tym, że u 179 osób, które wcześniej zostały wypuszczone z kwarantanny ponownie wykryto wirusa. Istnieją tu trzy możliwości: a) reaktywacja wirusa, b) ponowne zarażenie oraz c) niedokładność testów lub procesu testowania. Te przypadki stanowią ok. 1.7% wszystkich zarażonych, więc nie mają w tej chwili dużego wpływu na przebieg epidemii. Mogą jednak zmienić nasze zrozumienie, przykładowo w kwestii odporności na ponowne zarażenie. Tego typu osoby mogą też być nowymi źródłami infekcji.

Zamieszczam kilka wykresów, które mogą pomóc w zobrazowaniu, jak prawdopodobne jest zarażenie się od osoby będącej na danym etapie choroby. Pierwszy z wykresów przedstawia szanse na infekcję – jako funkcję czasu od momentu wystąpienia objawów – wyprowadzoną na podstawie analizy kilkudziesięciu par przypadków w Chinach. Jak widzimy, znacząca część zarażeń odbyła się w okresie presymptomatycznym – około 40-45%. Najwyższa szansa występowała tuż przed wystąpieniem objawów, następnie szybko spadała. Po 7-8 dniach szanse na przekazanie wirusa innym osób spadało niemal do zera. Należy pamiętać, że jest to kombinacja czynników biologicznych, społecznych i organizacyjnych. Osoby z symptomami mogą same się izolować, mogą zostać „wyłapane” podczas badania temperatury, a także być izolowane przez osoby z otoczenia świadome zagrożenia. Gdyby niemal wszystkie osoby z objawami w zupełności izolowały się, odsetek osób zarażonych przez osoby asymptomatyczne i presymptomatyczne byłby bliski 100%. Wyższy niż 40-45% odsetek zarażeń uzyskano początkowo w Singapurze, w którym dosyć sprawnie wyszukiwano osoby będące kontaktami osób uprzednio zarażonych, nim te przeszły w stan symptomatyczny. Należy zaznaczyć, że przedstawione na pierwszym wykresie szacowane momenty wystąpienia zarażenia są przybliżone – u poszczególnych osób z pewnością różnią się o +/- 2 dni.

Najwyższy poziom zaraźliwości wystepuje 1-2 dni przed wystąpieniem symptomów, następnie szybko spada.

Obecne szacunki wskazują, że odsetek zarażeń osób asymptomatycznych, presymptomatycznych i tzw. zarażeń środowiskowych (kontaktu ze skażonymi powierzchniami) jest wysoki i sama izolacja osób z objawami nie wystarczy do zatrzymania epidemii. Obrazuje to kolejny wykres z nałożonymi na siebie krzywymi Gaussa. Aby maksymalnie obniżyć udział osób bez symptomów konieczne jest poszukiwanie kontaktów osób zarażonych i ich izolacja. Gdyby udało się odnaleźć te osoby nim będą w stanie zarazić kolejne osoby w łańcuchu, można by znacząco zmniejszyć tempo rozprzestrzeniania się wirusa.

Problem polega na tym, że nim u danej osoby rozwiną się objawy (~2 dni), nim ta osoba zdecyduje się i zorganizuje przeprowadzenie testu PCR i nim uzyska wyniki testu, mogą upłynąć 4-5 dni (i to w sytuacji, gdy system działa zupełnie sprawnie!). O ile na początku epidemii przyjmowano średni okres pomiędzy infekcjami w łańcuchu zarażeń rzędu 6-7 dni artykuły, z których korzystałem w przygotowaniu niniejszego wpisu przyjmują wartości 5.5-5.8 dnia. To ogranicza pole manewru, być może do zaledwie 1-2 dni. Jeśli ten czas byłyby zużyty na tzw. „ręczne” śledzenie kontaktów, przykładowo w miejscu pracy i zamieszkania, niemal wszystkie kolejne osoby w łańcuchu zostają już zarażone i wysiłek idzie na marne.

Jak przerwać łańcuch zarażeń.

Jednym z dobrych rozwiązań, by przerwać łańcuch zarażeń tak szybko jak to możliwe, jest aplikacja rozpoznająca, przykładowo za pomocą modułu Bluetooth w telefonie komórkowym, osoby znajdujące w naszym pobliżu w ostatnich dniach. Może się to odbywać anonimowo, raportując jedynie czas (ale nie miejsce!) i listę kontaktów. Gdy jedna z osób, niedaleko których znalazłeś(aś) się w ostatnich dniach zostanie zdiagnozowana jako zarażona SARS-COV-2, zostaniesz natychmiast poinformowany(a), by jak najszybciej poddać się testom i ewentualnemu leczeniu. Tego typu aplikacje są obecnie dostępne w ponad 20 krajach. Jakieś dwa tygodnie mój brat zwrócił mi uwagę na fakt, że Ministerstwo Cyfryzacji przygotowuje podobną aplikację (ProteGO) do wprowadzenia w Polsce. Od dwóch dni aplikacja jest dostępna, póki co w Google Play. Jeśli ktoś ma Androida, poprosiłbym o wrażenia, bo osobiście komórkowo używam jedynie jabłuszek.

Schemat działanie aplikacji śledzącej kontakty w przestrzeni publicznej.

NOWY JORK – ŚMIERTELNOŚĆ COVID-19 PONIŻEJ ŚMIERTELNOŚCI GRYPY

Niektóre osoby skonfudowane w statystykach pandemii wciąż mogą nie przyjmować oczywistego faktu, że COVID-19 jest chorobą o niższej śmiertelności niż grypa. Zamieszczm rozmowę nowojorskiego dziennikarza Juana Inquisitora z doktorem nauk medycznych Johnem D. Dumbovskym.

I: Panie doktorze, proszę przybliżyć czytelnikom, jak obecnie wygląda porównanie śmiertelności COVID-19 z grypą w Nowym Jorku.
D: Nic się w tym względzie nie zmieniło: śmiertelność COVID-19 nie przewyższa tej związanej z grypą, czyli 0.1%.
I: Spoglądam w statystyki i widzę na dziś śmiertelność wobec całej populacji Nowego Jorku na poziomie 0.17%, w niektórych dzielnicach zapewne będzie jeszcze wyższa…
D: Nonsens. Jak wiemy, jest to zupełnie nowy wirus, więc mamy tu do czynienia z nowymi zjawiskami. Przykładowo, szwedzka Agencja Zdrowia Publicznego podała wczoraj, że wirusem SARS-COV-2 zaraziło się już około 150% tamtejszego społeczeństwa.
I: Jak pan zatem wytłumaczy fakt, że już umarło 17 osób na 10000, podczas gdy w porównaniu w z grypą miało to być nie więcej niż 10 osób?
D: To proste – wciąż umiera nie więcej niż jedna osoba na tysiąc, ale niektóre z nich umierają po kilka razy.
I: To jest możliwe?
D: Panie redaktorze. Proszę się lepiej zaznajomić z literaturą przedmiotu. Naprawdę, dotychczasowe moje wywiady z kolegami z sekcji „Zdrowie” pana tygodnika przebiegały zawsze na bardzo wysokim poziomie merytorycznym. Już w przekazach sprzed ponad 3000 lat, z najstarszych kultur – z Sumeru i Egiptu – możemy się dowiedzieć o zmartwychwstaniach.
I: Rozumiem. Jak pan ocenia tę nową sytuację?
D: Jak pan wie, jestem do szpiku kości naukowcem. Mam tu swoje obserwacje z własnej praktyki w szpitalu, ale zdecydowanie bardziej wolałbym poczekać na opublikowane i przeprowadzone w odpowiedniej metodologii badania.
I: I nie zdecyduje się pan nawet na uchylenie rąbka tajemnicy?
D: No dobrze. Jak pan wie, choć nie, przepraszam, skąd miałby pan wiedzieć, haha; śmierć to jest wydarzenie w życiu stosunkowo trudne. Niemniej, z moich anegdotycznych, chciałem podkreślić – anegdotycznych – wywiadów z osobami wielokrotnie zmarłymi na COVID-19 wyłania się pewien obraz. Pierwsza ze śmierci jest najbardziej traumatyczna, kolejne stopniowo coraz mniej. Z jednej strony respondenci narzekali, że wielokrotne przechodzenie tej choroby i kolejne śmierci znacząco zaburzają ich plany życiowe. Z drugiej strony stosunkowo często, wpadając w zamyślenie sugerowali, że jeśli ktoś ponownie miałby umrzeć, to być może lepiej się dzieje, że są to oni, bo mają już doświadczenie i kolejne zgony łatwiej przeżywają. Ale przypomnę – zaczekajmy tu z konkluzjami na odpowiednie badania, zarówno ja, jak i moi koledzy promotorzy i recenzenci spodziewają się natłoku pracy.
I: Rozumiem, że granica 0.1% osób umierających pozostanie niezagrożona?
D: Absolutnie. Większość zmarłych osób zapewne umrze po 10-20 razy, ale liczba osób umierających na COVID-19 nigdy nie przekroczy wartości 0.1%.
I: Dziękuję za rozmowę.
D: Ukłony.

Ja tam bym się nie wahał oddać własnego życia w ręce szwedzkich ekspertów! W żadnym kraju nie doszło jeszcze do 150% penetracji choroby przy tak niskiej liczbie zgonów.