Czas czytania: 10 min

Koronawirus: stan na 26 kwietnia

Autorem tekstu jest Maciej Kołodziejczyk
https://www.facebook.com/maciek.kolodziejczyk

Najpierw tabela obrazująca jak rozwija się epidemia w Europie.
Jeśli stosunek zarażonych do zdrowych jest mniejszy niż 1:100 tys. ryzyko zarażenia jest stosunkowo małe, jeśli więcej niż 1:10 tys. zachodzi konieczność wprowadzania poważnych interwencji. Kolejne kolumny prezentują procentowy wzrost (lub spadek) osób zarażonych.

Kraj Ilość zarażonych Wzrost ilości zarażonych (17 kwietnia)
Włochy 1 na 570 0%
Niemcy 1 na 2.1 tys. -4%
Francja 1 na 670 -1%
Hiszpania 1 na 550 -3%
Polska 1 na 4.3 tys. 2%

Zwłaszcza po dzisiejszej rewizji liczby osób ozdrowiałych w Hiszpanii, w Europie znacząco przybyło uśmiechów odnośnie tempa zmian 😊 Następujące kraje notują spadek liczby chorych od szczytu: Islandia (-81%), Austria (-74%), Szwajcaria (-61%), Niemcy (-45%), Dania (-39%), Malta (-45%), Hiszpania (-19%) oraz Czechy (-14%). Jest kilka krajów, gdzie liczba zachorowań jest w okolicach szczytu albo liczba chorych wzrastała ostatnio ze względu na poszerzenie zakresu testowania (jak we Francji czy Włoszech).

W Azji spadki od szczytu liczby infekcji kształtują się następująco:
Chiny: (-99%), Tajlandia (-81%), Korea (-76%) Hongkong (-63%) oraz Malezja (-30%).

Dane dot. krajów Azji:

Korea 1 na 29 tys. -5%
Japonia 1 na 11 tys. 3%
Chiny 1 na 1.8 mln -5%
Singapur 1 na 470 9%

Śmiertelność ze względu na COVID-19 w wielu miejscach wzrosła od kilkudziesięciu do kilkuset procent.

MIEJSCA

Dziś wpis o tym, które miejsca i sytuacje społeczne wydają się bardziej, a które mniej bezpieczne – jeśli chodzi o ryzyko zarażenia wirusem SARS-COV-2. Zaczniemy od najbardziej formalnego źródła – artykułu naukowego analizującego ponad 7000 przypadków z Chin, następnie analiza ponad 80 przypadków masowych zarażeń (superspreading events) i wreszcie najmniej formalna opinia epidemiologa z Uniwersytetu w San Francisco.

(1)

Pierwsze badanie dotyczyło 7324 przypadków zarażeń w Chinach, które stanowiły 67% wszystkich zanotowanych w tym kraju – poza najciężej dotkniętą prowincją Hubei. Nie uwzględniono danych z Pekinu, Szanghaju i Kantonu ze względu na brak opisu przypadków, ale za to badacze włączyli informacje dotyczące Makau, Hongkongu oraz Tajwanu. Ponadto, żeby zmniejszyć nakład pracy zajęto się grupami przypadków (klastrami) od trzech osób wzwyż, co przełożyło się na analizę 1245 osób, 318 klastrów zanotowanych w 120 miastach.

Podział klastrów w badaniu chińskim.

Pierwsza i najważniejsza konkluzja jest taka, że KAŻDY z 318 klastrów dotyczył miejsc wewnątrz budynków. Badacze znaleźli jeden jedyny przypadek, który można przypisać interakcji „na zewnątrz”. Dotyczył on dwóch osób (czyli poniżej przyjętego progu badań) – jedna z osób zaraziła się, rozmawiając 25-go stycznia z mężczyzną, który wcześniej wyjechał z Wuhanu. Aby sprawdzić, jaka mniej więcej pogoda panowała w Chinach na przestrzeni stycznia i lutego przyjrzałem się średniej maksymalnej temperaturze w dziesięciu miastach z największą liczbą przypadków. Chciałem sprawdzić, czy może było w tym czasie zbyt zimno, by choć na chwilę wychodzić na zewnątrz. Dane jak poniżej:
Shenzen 19C, Chongqing 12C, Bozhou 8C, Yueyang 8C, Fuyang 9C, Bengbu 7C, Tianjin 3C, Jixi -11C, Xinxiang 7C, Haikou 21C

Pewnie temperatura rzędu -11C nie jest taką, która zachęca do przebywania na polu czy na dworze, ale 19-21C? Wydaje mi się, że fakt, że w temperaturze bliskiej 20C nie zanotowano przypadków zarażeń na zewnątrz budynków wskazuje, że przebywanie na zewnątrz, polu lub dworze wiąże się ze znacząco niższym ryzykiem, niż przebywanie w budynkach. Pewnie dojrzeliście moją krytykę zakazu wchodzenia do lasów w Polsce, być może wyrażoną w kilku zbyt niecenzuralnych słowach. Z danych z Chin, a także z poniższych dotyczących tzw. wydarzeń superspreaderskich, wyłania się obraz, który wskazuje na to, że decydenci powinni łaskawszym okiem przyglądać się aktywnościom na świeżym powietrzu w porównaniu z tymi odbywającymi się w budynkach.

Druga konkluzja jest nieco trudniejsza do wysupłania. Badacze podzielili wszystkie przypadki na sześć grup miejsc w których mogło dojść do transmisji:
– mieszkania i domy,
– transport,
– restauracje i bary,
– sklepy i galerie handlowe,
– miejsca rozrywki,
– inne (szpitale, hotele, elektrownia, itd.)

W mieszkaniach zanotowano aż 80% potencjalnych źródeł zarażeń, podczas gdy w środkach transportu 34%. Źródła zarażeń nie sumują się do 100%, ponieważ w przypadku, gdy osoby kontaktujące się spotykały się w kilku miejscach w czasie, gdy mogło dojść do transmisji, nie sposób dojść do tego, gdzie mogła się odbyć. Kolejne miejsca są związane z mniejszą liczbą infekcji: 4.4% w restauracjach i barach, 2.2% w miejscach rozrywki oraz sklepach i galeriach. Wszystkie pozostałe miejsca (szpitale, hotele, etc.) były miejscem ok. 8% infekcji.

Warto zauważyć, że badanie odbyło się na przełomie stycznia i lutego, gdy znaczna część mieszkańców Chin została „zagnana” do swoich domów. Tym, samym uruchomiła się w miarę oczywista dynamika: osoby, które zaraziły się „na mieście” przekazywały wirusa mieszkańcom swojego gospodarstwa domowego. Autorzy wprost stwierdzają, że maksimum zarażeń w domach objawiało się w 1-2 dni po maksimach notowanych w środkach transportu. Dalej sprawdzam – Statista podaje średnią liczbę osób w chińskim gospodarstwie domowym równą 3.03, co oznacza, że jedna osoba może z łatwością zarazić ~2 kolejne osoby. Tym samym, przy obecnie często podawanym wskaźniku R0≈2.6, zdecydowana większość zarażeń może odbywać się w gospodarstwach domowych, jeśli mamy nakaz pozostawania w miejscu zamieszkania.

Wiemy jednak, że wirus nie ma takiej charakterystyki, że pojawia się na powierzchni dowodów osobistych z tym samym adresem. Nie, najpierw łapiemy mikroba „na mieście”, potem przekazujemy go domownikom. Tym samym, redukcja liczby zarażeń poza miejscem zamieszkania ma natychmiastowe i prawdopodobnie kilkukrotne przełożenie na ogólną liczbę zachorowań, bo redukujemy także transmisję wewnątrz gospodarstw domowych. Moim zdaniem jedną z globalnie niedocenianych interwencji NPI jest izolacja osób z objawami lub kontaktów osób z podejrzeniami zarażenia poza ich miejscem zamieszkania. Może ona być jednym z najlepszych sposobów na zatrzymanie pandemii. Ma to sens w szczególności w obecnej sytuacji, gdy niemal wszystkie pokoje hotelowe są nieużywane.

Z chińskiego badania wyłania się zatem obraz, że najbardziej ryzykownym miejscem interakcji (poza miejscem zamieszkania) jest transport publiczny, w dalszej kolejności bary, restauracje, sklepy i galerie handlowe. Już ze 6-8 tygodni temu jedno ze źródeł wskazywało na fakt, że miejscem gromadzącym w Wuhan największą liczbę osób w miejscu publicznym nie były spotkania koktajlowe klas wyższych, ale miejskie metro z ponad trzema milionami (!) pasażerów dziennie. Informacje odnośnie miejsc spotkań publicznych i rozrywki rozwijam poniżej.

(2)

Trzy dni temu Jonathan Kay, kanadyjski redaktor społeczno-politycznego portalu Quillette zamieścił analizę 54 przypadków tzw. superspreadingu. Zebranie i zanalizowanie danych podanych w różnych formatach z kilkudziestu krajów danych zajęło mu kilka tygodni. Pośród 54 wydarzeń statystki były jak poniżej:
– nie mniej niż 9 (17%) było związanych z czynnościami religijnymi lub misyjnymi, w tym z tak znaczącymi jak we Francji (związanym z 2500 przypadkami !!!),
– 35% było związanych ze zgromadzeniami „napędzanymi alkoholem” – festiwalami, imprezami takimi jak wesela, zaręczyny lub urodziny,
– 6 (11%) było związanych z prowadzeniem biznesu – konferencjami, etc.,
– 5 (9%) dotyczyło pogrzebów.

Baza danych dot. przypadków superspreadingu.

Analiza autora spotkała się z szerokim odzewem na całym świecie i w ciągu ostatnich 2 dni baza „eventowa” urosła o połowę. Odezwałem się do Jonathana i uzyskałem dostęp do roboczego pliku zbierającego na bieżąco zweryfikowane przypadki superspreadingu. Na obecną chwilę podział ~osiemdziesięciu przypadków wygląda jak poniżej (biorąc pod uwagę liczbę wydarzeń, nie zarażeń):
– Impreza (21%)
– Wydarzenie religijne (15%)
– Profesjonalny networking (6%)
– Pogrzeb (6%)
– Przetwarzanie mięsa (6%)
– Statek wycieczkowy (6%)
– Impreza (związana z narciarstwem) (6%)

Warto dodać, że zebrane wydarzenia nie wskazują na jakąkolwiek koncentrację geograficzną, kulturową czy religijną: mamy przykłady z 25+ krajów, z wszystkich kontynentów (poza Antarktydą) a odnośnie religii, mamy szeroki wachlarz od Chrześcijan i Muzułmanów po Sikhów i Żydów.

Autor zauważa kilka prawidłowości sprzyjających transmisji :
– spotkania we wnętrzach,
– bliski kontakt,
– niska temperatura (imprezy narciarskie, firmy masarskie/przetwarzające mięso),
– wysoki poziom hałasu, co powoduje wymóg głośnego mówienia (pamiętacie spotkanie chóru na północ od Seattle?) Albo niski poziom hałasu, ale w miejscach wymagających głośnego mówienia – jak w domach opieki nad słabo słyszącymi osobami starszymi.

W USA zamknieto wiele fabryk przetwarzających produkty mięsne.
Temperatura <10C, bliski kontakt z pracownikami i hałas są uznawane za ważne przyczyny rozwoju epidemi w tych lokalizacjach.

Idąc za słowami autora ryzyko zarażenia jest bardzo wysokie: „Gdziekolwiek i kiedykolwiek ludzie stają twarzą w twarz, śmiejąc się, krzycząc, wiwatując, szlochając, śpiewając, witając i modląc się.”

Nie wydaje mi się, bym był w stanie wiele więcej dopowiedzieć w stosunku do oryginalnego tekstu, więc władającym jęz. angielskim polecam go w całości – link zamieszczam jako pierwszy z komentarzy.

(3)

Ostatnim źródłem informacji odnośnie miejsc, które są mniej lub bardziej narażone na transmisję wirusa jest epidemiolog z Uniwersytetu Kalifornii w San Francisco, George Rutherford odpowiedzialny za modelowanie epidemii i śledzenie kontaktów w tym mieście. SF jest jednym z miast, które najlepiej w USA poradziły sobie z epidemią, z liczbą ofiar ~75x niższą per capita niż w Nowym Jorku (!!!). Zapytany o to, czy zdecydowałby się pójść w następujące miejsca, gdyby gubernator na to zezwolił, tak odpowiadał:
– restauracja: „zależy, ile jest w niej miejsc [dosł. krzeseł {chairs} – MK]”,
– siłownia: „Ugh!”, „Być może” [George nie wygląda mi na osobę, która regularnie chodzi na siłownię – MK],
– fryzjer: „zdecydowanie!”, „pewnie założyłbym maskę, ale nie martwiłbym się zbytnio”,
– kino: „zależy co grają!”, „zakładałbym, że sprzedadzą 1/3 miejsc”,
– podroż samolotem: „o, zdecydowanie” [w mojej ocenie najsilniejsza zgoda – MK]. „Ale pamiętaj, by usiąść przy oknie w połowie kabiny Economy, bo to jest miejsce, gdzie najmniej ludzi mija Cię w drodze do toalet.”

Mam nadzieję, że z tych wszystkim mniej lub bardziej naładowanych danymi informacji układacie sobie własny obraz i zdanie.

Przebieg epidemii w „budynku X” w Korei.
W ciasnej przestrzeni, gdzie wszyscy rozmawiają przez ~8 godzin R0≈6.0.
Schemat zarażeń w jednym z koreańskich call centre.

MALTA

Krótko o Malcie. Dziś pierwszy dzień bez zanotowanego nowego przypadku koronawirusa. Yay! W minionym tygodniu były 4 dni ze wzrostem zachorowań o jedną zaledwie osobę, ale był też dzień, gdy było ich 12. Oznacza to, że pewnie do wyśledzenia pozostały jedynie 2-3 łańcuchy zarażeń. Oby ta liczba zmierzała w kierunku zera, bo oczywiście nawet z 2-3 łańcuchów może się zrobić znacząco więcej. Podstawowa różnica względem Polski to liczba testów – mniej więcej 2.5x więcej na jeden przypadek. A ponieważ, gdy testujemy więcej to i wykrywamy więcej, pewnie w Polsce trzeba by testować ponad 3x więcej, by różnica w liczbie testów nie była znaczącym czynnikiem w porównywaniu przebiegu epidemii w obu krajach. Mimo tych dobrych rezultatów, wciąż nie doszło do rozluźnienia wprowadzonych obostrzeń. Planuje się to robić stopniowo na podstawie dostępnych danych oraz informacji ze świata nauki („on the basis of scientific advice and evidence”).