Liczba zgonów stabilizuje się w USA, spada w Europie i znacząco rośnie w Ameryce Łacińskiej i na Karaibach.
Czas czytania: 8 min

Koronawirus: stan na 30 kwietnia

Autorem tekstu jest Maciej Kołodziejczyk
https://www.facebook.com/maciek.kolodziejczyk

Najpierw tabela obrazująca jak rozwija się epidemia w Europie.
Jeśli stosunek zarażonych do zdrowych jest mniejszy niż 1:100 tys. ryzyko zarażenia jest stosunkowo małe, jeśli więcej niż 1:10 tys. zachodzi konieczność wprowadzania poważnych interwencji. Kolejne kolumny prezentują procentowy wzrost (lub spadek) osób zarażonych.

Kraj Ilość zarażonych sumarycznie Ilość zarażonych obecnie Spadek liczy zarażeń od szczytu Współczynnik R
Włochy 5,7% 0,51% -72% 0,88
Niemcy 1,2% 0,19% -48% 0,88
Wielka Brytania 5,1% 0,79% -55% 0,88
Francja 5,1% 0,45% -75% 0,81
Hiszpania 6,3% 0,42% -83% 0,82
Polska 0,3% 0,07% -16% 0,92

Zarzucam raportowanie danych o Azji – w Chinach, Hongkongu, na Tajwanie, w Tajlandii i Korei Południowej są notowane jedynie pojedyncze przypadki każdego dnia. Stosowane tam strategie zupełnie zdusiły epidemię – przynajmniej na chwilę obecną.

POWIKŁANIA

Dyskusja o pandemii toczy się głównie wokół tematów takich jak śmiertelność choroby, koszty społeczno-ekonomiczne oraz interwencje zmniejszające tempo rozprzestrzeniania się pandemii i umożliwiające wychodzenie z obecnego kryzysu. O możliwych powikłaniach zdrowotnych pojawiało się stosunkowo mało rzetelnych informacji. Główny powód to fakt, że w dotychczasowych badaniach liczbę powikłań odnoszono jedynie do liczby osób hospitalizowanych (a nie wszystkich chorych), a ta zmieniała się wraz z protokołem leczenia czy dostępnością łóżek szpitalnych. W krajach szczególnie dotkniętych pandemią hospitalizowano jedynie najgorzej rokujących pacjentów co zawyżało odsetek powikłań. Kilka dni temu pojawiło się dobre badanie naukowców z USA i Chin, które uniknęło powyższych problemów. Na początku pandemii w Chinach władze nie miały wiedzy ani o zdolności pacjentów do zarażania innych osób ani o przebiegu i śmiertelności choroby. Z tego to powodu w Shenzhen pomiędzy 11-tym stycznia a 10-tym marca hospitalizowano wszystkie osoby u których wykryto wirusa, także te bezobjawowe, z łagodnym przebiegiem choroby oraz kontakty osób zarażonych. Tym samym mamy dostęp do „niemal kompletnej trajektorii klinicznej przypadków” choroby.
Poniżej wyniki kliniczne:
Zaburzenia czynności wątroby: 66.9% (!)
ARDS (zespół ostrej niewydolności oddechowej): 9.3%
Bakteryjne zapalenie płuc: 5.0%
Ostre uszkodzenie nerek: 2.6%
Sepsa: 2.6%
Zakrzepica żył głębokich: 1.4%
Ostre uszkodzenie serca: 1.0%
Zgon: 1.0%
Osoby pozostające na OIOMie w momencie zakończenia badania: 1.0% (przez ponad 30 dni!)
Zakładałbym, że wpływ na wątrobę niemal w całości ustępuje/normalizuje się po ustąpieniu objawów choroby. Sam miałem 2 lata temu kilka odczytów badań wątroby spoza skali po tak niewinnej chorobie jak zapalenia ucha (nurki w Meksyku, heh), co wymagało faszerowania się antybiotykami – nietypowe odczyty ustąpiły po mniej niż 2 tygodniach. Trudno mi przypuszczać, by chodziło tu o trwałe zmiany – nie znalazłem tego typu informacji w innych badaniach. O ARDS pewnie większość z Was już czytała – to najpoważniejsze powikłanie COVID-19, które może znacząco uszkadzać płuca, prawdopodobnie nawet na dekady. O uszkodzeniach serca, nerek, wpływie na układ krwionośny (wraz z udarami u młodych osób) też pojawiało się ostatnio sporo doniesień.
Niestety, nie wiemy jakiego odsetka pacjentów sumarycznie dotyczyły te objawy, bowiem kilka z nich mogło występować u jednego pacjenta jednocześnie. Ale pomijając zupełnie powikłania związane z wątrobą, wygląda na to, że w wyniku infekcji SARS-COV-2 nie mniej niż 9% osób może doznać uszkodzeń organów, nieodwracalnego lub ustępującego dopiero po wielu latach.
Do tych rezultatów badań należy dodać doniesienia z innych badań o wpływie na:
– układ pokarmowy,
– układ nerwowy (m. in. utrata węchu i smaku, ale w niewielkim odsetku także i poważniejsze objawy),
– wpływ na męski układ rozrodczy (zaburzenia hormonalne).

Przebieg kliniczny chorych na SARS-COV-2 w Shenzhen w Chinach.
Warto pamiętać, że gdzieś tam pośród zielonego koloru oznaczającego średnio ciężki przebieg choroby („moderate”) kryje się najcięższa choroba, której doświadczyła większość osób w młodym i średnim wieku. Gorsza od najgorszej grypy, która może zostawić nas z powikłaniami i uszkodzeniami organów na wiele lat.

GRYPA

Jedną z nieoczekiwanych pozytywnych konsekwencji pandemii COVID-19 może być eradykacja grypy lub niektórych jej rzadszych szczepów. COVID-19 ma R0 ≃ 2.5, podczas gdy grypa około 1.3-1.5. Oznacza to, że wprowadzenie metod walki z COVID-19 i redukcja transmisji do poziomu 0.9-1.0 jednocześnie spowoduje spadek wskaźnika transmisji grypy do 0.55-0.60. Dystansowanie społeczne i używanie masek nawet przez zaledwie kilka miesięcy może spowodować, że o ile liczba przypadków COVID-19 będzie utrzymywać się na w miarę stałym poziomie, liczba przypadków grypy będzie bardzo szybko i sukcesywnie spadać, w tym nawet do zera – co oznacza, że zostałaby na zawsze wytępiona (!). Być może jest to nazbyt optymistyczny scenariusz, bo zawsze może się okazać, że wirus będzie dalej się roznosił w dużych krajach, w których nie wprowadzono odpowiednich obostrzeń (Brazylia?) lub w krajach, do których COVID-19 jeszcze nie dotarł i nie ma tam powodów do wprowadzania dystansowania społecznego. Nawet w takim przypadku może jednak dojść do „śmierci” rzadszych szczepów grypy. Może też dojść do swoistej selekcji – te szczepy grypy, które wiążą się z silniejszymi objawami zostaną łatwiej/szybciej wytępione (na zasadach Darwinowskich), bo w obecnej rzeczywistości jest zdecydowanie mniejsza tolerancja wobec osób pojawiających się z objawami chorób dróg oddechowych w miejscach publicznych niż jeszcze kilka miesięcy temu.
Niestety, nawet jeśli gdzieś tam na świecie pozostałaby choć tylko jedna jedyna osoba zarażona wirusem grypy, po zniesieniu obostrzeń i dystansowania społecznego wirus może z powrotem rozprzestrzenić się we wszystkich krajach – w ciągu zaledwie roku lub dwóch.

MIARY

Zmieniłem nieco miary, na dokładniejsze i bardziej przydatne.
Przede wszystkim zacząłem korzystać z szacunków covid19-projections.com, które są używane przez amerykańskie CDC (Centrum Kontroli Chorób) jako jedne z dokładniejszych. Problem z poprzednimi miarami był taki, że opierały się głównie na oficjalnie publikowanych danych bazowanych na testach PCR. Jako że różne kraje testują w różnym zakresie, porównania pomiędzy krajami były niezbyt wymierne. Ponadto wiele krajów zwiększyło ostatnio zakres testowania i zapewne zwiększy go jeszcze kilkakrotnie w najbliższym czasie, co nie zapewni porównywalności z danymi z danego kraju z przeszłości. Jednym z lepszych przykładów są Włochy, gdzie oficjalna liczba „aktywnych przypadków” (czyli obecnie chorych) spadła jedynie o kilka procent od szczytu, podczas gdy liczba osób na OIOMach spadła już o ok. 60%. Wielka Brytania nie podawała danych o ozdrowieńcacach, co uniemożliwiało podawanie liczby obecnie chorych a jedynie sumie wszystkich oficjalnie zanotowanych zarażeń.

Współczynnik R to średnia miara dla ostatnich kilku tygodni – od wprowadzenia interwencji/obostrzeń.

Powyższe miary pozwalają na zorientowanie się w obecnym zasięgu epidemii i dalszym jej przebiegu. Jak widzimy na Zachodzie Europy chorobę przeszło kilka procent społeczeństwa – od 1.2% w Niemczech do ok. 6% we Włoszech i w Hiszpanii. W Polsce wedle covid19-projections.com chorobę przeszło do 1-go maja ok. 109 tys. osób, wobec 13 tys. wg. danych oficjalnych, co oznaczałoby, że udaje się „wyłapywać” mniej więcej co ósmą osobę. Szacunki brytyjskiego Centrum Matematycznego Modelowania Chorób Zakaźnych z 30 kwietnia są zbliżone – testy wyłapały do tej pory jedynie 15% infekcji (czyli jedną na 6.7 osób).

Możemy także pokusić się o zgrubne prognozy na przyszłość. Jeśli w danym kraju jest, powiedzmy, 5% osób, które przeszły już chorobę, liczba obecnie zarażonych wynosi 0.5%, a współczynnik R=1, okres trwania choroby to 3 tygodnie a okres, w którym dana osoba jest w stanie zarażać innych to 1 tydzień, do końca roku możemy się spodziewać wzrostu liczby chorych do ~10.7% (5%+34 tyg.*0.5%/3). Oczywiście w przypadku, gdy R będzie znacząco większe lub mniejsze od 1, obliczenia się komplikują. Nie sądzę jednak by decydenci w Europie pozwolili na duże odchyły od R=1, czy to w górę czy w dół.
Warto też zauważyć, że wartości współczynnika R nieco tylko niższe od jedności pozwalają na szybkie zduszenie epidemii. Przyjmując, że okres między zarażeniami wynosi 6 dni, w ciągu miesiąca można obniżyć liczbę chorych jak poniżej (dla R=0.9 oraz R=0.8):
1.00 -> 0.90 -> 0.81 -> 0.73 -> 0.66 -> 0.59 (spadek w miesiąc o 41%)
1.00 -> 0.80 -> 0.64 -> 0.51 -> 0.41 -> 0.33 (spadek w miesiąc o 67%)

Liczba zgonów stabilizuje się w USA, spada w Europie i znacząco rośnie w Ameryce Łacińskiej i na Karaibach.