Wnętrze jednego z singapurskich pracowniczych dormitoriów.
Czas czytania: 9 min

Koronawirus: stan na 18 kwietnia

Autorem tekstu jest Maciej Kołodziejczyk
https://www.facebook.com/maciek.kolodziejczyk

Najpierw tabela obrazująca jak rozwija się epidemia w Europie.
Jeśli stosunek zarażonych do zdrowych jest mniejszy niż 1:100 tys. ryzyko zarażenia jest stosunkowo małe, jeśli więcej niż 1:10 tys. zachodzi konieczność wprowadzania poważnych interwencji. Kolejne kolumny prezentują procentowy wzrost (lub spadek) osób zarażonych.

Kraj Ilość zarażonych Wzrost ilości zarażonych (18 kwietnia)
Włochy 1 na 560 1%
Niemcy 1 na 1.6 tys. -3%
Francja 1 na 680 3%
Hiszpania 1 na 480 2%
Polska 1 na 5.1 tys. 4%

Dane dot. krajów Azji:

Korea 1 na 21 tys. -3%
Japonia 1 na 14 tys. 7%
Chiny 1 na 1.3 mln -2%
Singapur 1 na 1.1 tys. 0%

 

Liczba chorych w Niemczech spadła od szczytu o 27%, podczas gdy w Austrii aż o 53% – nic dziwnego, że kraje te przymierzają się do rozluźnienia gorsetów nałożonych na społeczeństwo. Do dramatycznego, ponad pięciokrotnego wzrostu liczby zarażeń w ostatnich dwóch tygodniach doszło w Singapurze, który stosunkowo długo był stawiany jako wzór radzenia sobie z pandemią. Głównymi ośrodkami namnażania się wirusa są zatłoczone dormitoria – miejsca, gdzie zamieszkują imigranci, nisko opłacani zagraniczni pracownicy najemni.

Niemal wszystkie nowe przypadki w Singapurze pochodziły z zatłoczonych dormitoriów zajmowanych przez pracujących w tym kraju imigrantów.
Wzrost liczby przypadków z ok. 100 do ok. 2700 w niecałe 2 tygodnie wskazywałby na R0~=6.0, co może być związane z dużą gęstością zaludnienia w dormitoriach.
Wnętrze jednego z singapurskich pracowniczych dormitoriów.

SZWECJA (3)

Dziś dalszy ciąg wieści ze Szwecji odnośnie rozwoju epidemii COVID-19. Otrzymałem raport dotyczący prognoz epidemiologicznych na potrzeby tego kraju. Został przygotowany tydzień temu przez szwedzkich epidemiologów, biologów i naukowców z innych dziedzin – we współpracy z kolegami po fachu z Belgii. Model uwzględnia strukturę gospodarstw domowych Szwecji (40% jednoosobowych) a metodologia była podobna do tej stosowanej przez naukowców z Imperial College London – z podziałem na kontakty w szkołach, w gospodarstwach domowych i w miejscach pracy. Kilka konkluzji z raportu (ilustracje pośród dzisiejszych zdjęć):
– prognozowana całkowita liczba zarażonych: ok. 9 mln osób (wobec 10.1 mln ludności Szwecji)
– prognozowana liczba zgonów w przypadku niepodjęcia działań najpóźniej do 10 kwietnia: 96 tys. (52-183 tys.),
– szacowane 40-krotne przekroczenie zapotrzebowania na łóżka na oddziałach intensywnej terapii,
– prognozowane potencjalne zmniejszenie liczby infekcji oraz zgonów w przypadku wprowadzenia interwencji 10 kwietnia: ok. 30-50%.
– szacowany moment, gdy 50% społeczeństwa zostanie zarażonych wirusem: 20-30 kwietnia, w zależności od przyjętego tempa wzrostu zarażeń.

Przebieg liczby infekcji w Szwecji wg opisywanego w tekście modelu.
Przebieg liczby zgonów na COVID-19 w Szwecji wg opisywanego w tekście modelu.

Tym samym wyniki modelu przyjętego przez naukowców wskazują, że Szwecja mogłaby się stać krajem o najwyższej oficjalnej liczbie zgonów na świecie (!), bowiem w przypadku USA szacuje się, że w sumie liczba zgonów wyniesie ok. 60 tysięcy (w chwili obecnej – 38 tys.). Naukowcy przyjęli stosunkowo wysokie tempo wzrostu zachorowań – w dwóch wariantach założono podwajanie się liczby chorych co trzy dni lub co pięć dni, co przekłada się na dzienne tempo wzrostu odpowiednio o 26% oraz 15%. Ja obliczam za ostatnie 3 tygodnie tempo wzrostu mierzone liczbą zgonów o 14% dziennie co przekłada się na podwajanie się epidemii co 5.5 dnia, ale mam 12 dni więcej danych. Ponadto, obecne dane szwedzkie nie uwzględniają zapewne części zgonów, o czym poniżej. Jeśli władze w Szwecji nie zdecydują się na żadne dodatkowe działania mitygujące rozwój pandemii, wolniejsze tempo wzrostu liczby przypadków będzie miało niewielki wpływ na ostateczną liczbę zarażeń i zgonów, a jedynie na ich przesunięcie w czasie.

Jedną z kwestii, która w ostatnich dniach pojawiła się w Szwecji jest wyższa śmiertelność w środowiskach imigrantów. Około 25% ludności tego kraju albo urodziło się poza granicami Szwecji, albo ma oboje rodziców, którzy urodzili się poza tym krajem. W środowiskach tych jest kilkakrotnie więcej zarażonych i zmarłych – przykładowo spośród pierwszych 15 zgonów w kraju aż 6 dotyczyło osób pochodzenia somalijskiego, mimo, że ta mniejszość etniczna stanowi mniej niż 1% populacji kraju. Jeden z lekarzy pochodzenia somalijskiego przyznał, że informacja o chorobie nie była początkowo dostępna w języku somalijskim, w ostatnich dniach rozpoczęto akcję informowania o epidemii w wielu językach za pomocą dystrybucji ulotek. Zwraca się także uwagę na częstsze występowanie rodzin wielopokoleniowych w środowiskach imigranckich a także na różnice kulturowe: sugestia o nieodwiedzaniu rodziców w podeszłym wieku dla mieszkańców wychowanych w duchu innych kultur była często nie do przyjęcia.

Inną kwestią jest fakt, że najprawdopodobniej liczba przypadków choroby u naszego północnego sąsiada jest w tej chwili zaniżona – polska lekarka pracująca w jednym ze szwedzkich szpitali przekazała informację, że testuje się jedynie osoby przyjmowane do szpitala, a są to osoby o ciężkim przebiegu choroby, cięższym niż w Polsce. Z tego powodu zaniżona jest także liczba zgonów – bowiem jedynie osoby z pozytywnym testem na zarażenie SARS-COV-2 będą miały wpisane COVID-19 jak przyczynę zgonu. Nie testuje się mieszkańców domów seniorów czy domów pomocy, są to jedne z bardziej newralgicznych miejsc. Przykładowo w Belgii 42% zgonów zanotowano w tego typu placówkach, a w Hiszpanii aż 57%. Włączenie domów seniorów do krajowych statystyk 3 oraz 16 kwietnia spowodowało znaczące przyrosty liczby przypadków we Francji – w sumie o ok. 40%. Urząd Zdrowia Publicznego we Szwecji ma się przyjrzeć sytuacji w tego typu instytucjach i skorygować dane o śmiertelności, gdyby zaszła taka potrzeba.

Ta sama polska lekarka pracująca na oddziale intensywnej terapii przyznaje, że w jej szpitalu triażuje się chorych. Wprawdzie oficjalne wytyczne mówią o granicy 75 lat, ale spoglądając na daty urodzenia pacjentów, w ostatnich dniach przed wywiadem nie widziała przyjęć osób starszych niż 70 lat. Niewykluczone, że w przypadku poszerzania się zakresu epidemii wiek osób przyjmowanych na OIOMy będzie jeszcze obniżany.

KROPLE, KROPELKI, AREOZOL

Pojawiło się ciekawe badanie z Chin, w którym przyjrzano się rozprzestrzenianiu się choroby. Miejscem „zbrodni”, które badali detektywi epidemiologiczni, była restauracja w Kantonie (Guangzhou). W nocy z 22 na 23-go stycznia, rzutem na taśmę przed całkowitym odcięciem tego miasta od świata, rodzina A wyjechała z Wuhan i przyjechała do Kantonu. Po południu 24-go stycznia dziewięć osób z tej rodziny zasiadło przy jednym stole, w tym pacjentka zero, zaznaczona na załączonym diagramie symbolem „A1”. Zaraziła ona kilka innych osób, mimo że była podczas obiadu asymptomatyczna, a w zasadzie presymptomatyczna, bowiem objawy choroby pojawiły się u niej w kilka godzin później. Pomimo tego, że w porze lunchowej w restauracji było 91 osób (83 klientów oraz 8 osób obsługi), zarażonych zostało:
– cztery na osiem osoby z rodziny A,
– jedna lub więcej niz jedna osoba z rodzin B oraz C.
Nie doszło do zarażenia żadnej z osób z personelu ani żadnej z osób siedzących przy wielu innych bardziej odległych stolikach. Nie ma pewności, ile osób zaraziła pacjentka A1, bo część jej krewnych mogła także zarazić się w Wuhan lub wzajemnie od siebie. Rodzina B siedziała przy stoliku przez 53 minuty, a rodzina C przez 73 minuty. Tym samym możemy ocenić ryzyka jak następuje:
– rodzina A: 0-4/8, czyli 0-50%, w większości „pod wiatr” od klimatyzacji,
– rodzina B: 1-3/4, czyli 25-75% – „z wiatrem” od klimatyzacji,
– rodzina C: 1-2/7, czyli 14-29% – „pod wiatr” od klimatyzacji

Układ stolików i osób zarażanych przez pacjentkę A1 w Guangzhou 24 stycznia.

Autorzy badania obstają na stanowisku, zgodnym z diagnozą WHO, że doszło do zarażenia drogą kropelkową. Ja trochę kręcę nosem, bo zarażone osoby z rodziny C siedziały ok. 3 metry od pacjentki zero (A1) i „pod wiatr” od działającej klimatyzacji. Wydaje mi się bardziej prawdopodobne, że mogło tu dojść do zarażenia poprzez tzw. mikrokropelki – zamieszczałem w ostatnich dniach dwa filmy, które obrazują ich rozprzestrzenianie się. Ale zgodziłbym się z autorami, że raczej to badanie wyklucza przenoszenie się droga powietrzną (ang. „airborne”), jak w przypadku odry. Wtedy mogłoby zostać zarażonych nawet kilkadziesiąt osób, także tych siedzących dalej niż kilka metrów od źródła infekcji. Autorzy zalecają większą wentylację zamkniętych pomieszczeń.

Nie pisałem o tym wcześniej, bo był to szczegół techniczny, ale z modelu, który konstruowałem przez ostatnie tygodnie można było pośrednio wyprowadzić ryzyko zarażenia przy jednorazowym przeciętnym kontakcie. Dane japońskie, których użyłem w modelu, dzieliły kontakty na te trwające <5 min, 5 do 14 min, 15 do 59 min, 1h do 3h 59 min oraz ponad 4h. Jak widzimy, kontakt w restauracji w Chinach należał raczej do tych dłuższych i ryzyko zarażenia wyniosło gdzieś około 25-50%. Większość kontaktów musi być krótkich, bo nie sposób mieć codziennie kilkanaście do kilkudziesięciu bliskich kontaktów trwających kilka godzin. Ja to ryzyko w modelu uznawałem jako parametr, by z liczby kontaktów i czasu między zarażeniami otrzymać obserwowane R0=2.6. To ryzyko dla przeciętnego kontaktu wyniosło ok. 1%.

Im więcej będziemy mieli tego typu danych, tym lepszy obraz zarażenia będzie się z nich wyłaniał. Jak widzimy, w przypadku dłuższych kontaktów (1-2h), ryzyko zarażenia może wynosić ok. 25-50%. W przypadku przelotnych, kilkuminutowych kontaktów, ryzyko może przeciętnie wynosić ok. 1%, jak parametr w moim modelu. WHO sugeruje, że dłuższy kontakt to ten, który trwa więcej niż 15 minut, którego ryzyko może być gdzieś pomiędzy tymi wartościami. Trzeba tu być jednak bardzo ostrożnym – mamy jedynie to jedno, jedyne badanie i pacjentka A1 mogła być o wiele bardziej lub o wiele mniej zaraźliwa, niż przeciętna osoba. Potrzebowalibyśmy co najmniej kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu podobnych badań, by nabrać jakiegoś przekonania bliższego pewności. Jednakże, nawet to jedno badanie pomaga nam w zrozumieniu fenomenu rozprzestrzeniania się wirusa. Z biegiem czasu można przypuszczać, że pojawi się więcej podobnych opracowań, co pomoże nam zadecydować, które biznesy i punkty usługowe powinny być otwarte w pierwszej kolejności i na jakich warunkach.